Archiwum grudzień 2020


Poszarpanych strun melodie
07 grudnia 2020, 21:27

 

 

Patrzyłem na nią i nie mogłem uwierzyć 

tyle miała w sobie słońca 

I tyle mrozu 

Łapałem się na tym ,że na spotkaniach z nią czułem się nieswojo 

Jak bym stąpał po linie nad światem 

Jeden błąd i koniec -po mnie .

Dusiłem się tym skondensowanym powietrzem 

Czułem jak napięta atmosfera łapie mnie za gardło i szarpie .

Inaczej było kiedy otwierała się 

jak róża -wyraziste pąki rozchylały się dla mnie 

Myśle że wibracje świata czasami drgają we mnie jak struny ,

Melodia która powstaje niesie się do nieba 

Takie poszarpanych strun melodie

Rymuje
06 grudnia 2020, 14:04

Gdy przyjdzie czas 

 

Gdy przyjdzie czas 

Naznaczy nas 

Pośrodku Gwiazd 

 

Gdy przyjdzie noc 

Poczuje coś 

Co miało być 

I ciagle jest 

 

Gdy wrócisz  już 

Opadnie kurz 

Nazbieram róż 

I oddam je 

Bo były złe 

 

 

Oddam je tam 

Za milion bram 

Gdzie słowa są 

Miłością grzmią 

Lecz nie ma co

 

,,Obudźcie mnie 

Zrozumcie mnie 

Zostsawcie mnie ”

 

Muzyka gra 

Puka do drzwi 

Otworzysz jej ?

 

 

Wiara
06 grudnia 2020, 13:41

Krótko się pomodliłam w kościółku drewnianym 

Trzy zdania i pacierz poniósł w niebo wiatr 

Papiloty z włosów pogubiłam idąc 

Świat juz nie stał w miejscu 

nie stał w miejscu czas 

Miałam ciepłe słowa wyszeptać do Boga 

obiecać być inna ,niż byłam ,niż jestem 

Oddać życie swoje w jego wielkie ręce 

Chleba zjeść

Co serce napełnia miłością 

Zaśpiewać że idzie ,że idzie mój Pan

 

Gdy stanęłam przed Krzyżem 

Opadło mi serce 

Pod stopy ,na podłogę ,pod ołtarz drewniany 

I pękło 

Dokonując duchowej przemiany 

 

Bałam się z nim rozmawiać 

Znając swoje winy 

Czułam w środku

Usłyszał i dal mi odpowiedz 

 

W tym kościółku drewnianym 

W tym Kościółku kochanym 

Mówię :,,ufam Tobie "

Wiśnie
06 grudnia 2020, 11:53

Wiśnie 

Pierwszy raz kiedy się kochali 

Zauważył że ma takie jasne piersi 

Rysował palcami   na jej ciele księżyce 

Spijał z jej ust powietrze ,ślady szminki 

Oddychał jej zapachem 

Słodkim ,ciepłym ,wilgotnym 

Nie wyobrażał sobie tego 

A tyle umiał sobie wyobrazić 

Wtedy była inna 

Kiedy przymykała oczy i pozwalała aby ja całował 

Kiedy obracała się i delikatnie dopasowywała do niego 

Teraz nie czuł nic 

Krępowała go ta intymność 

Wolał żeby się przytulili 

Czul się winny 

 

Przerywał w trakcie i palił papierosa 

Czuł ze kogoś zdradza 

Tylko kogo ? Siebie ?

To było niestosowne 

 

Potem wracał do łóżka i zasypiał 

O kimś śnił ,

O kimś marzył ,

Miał nadzieje ze to minie 

Minie jak wszystko 

Wszystko przecież mijało 

Kobieta trzecia
06 grudnia 2020, 10:15

Kobieta trzecia 

 

Siedziała skulona w kąciku 

To był mały kącik jak na fale wielkich nieszczęść które przez nią przeszły 

Ręce miała zaciśnięte w pięści 

Obiecała sobie że nigdy już tam nie wróci 

Tam gdzie on wybudował jej wiezienie 

Była pełna silnych uczuć i wielkiego buntu 

Który opierał się na zdobytej dopiero 

Kruchej wolności 

Gdyby tak naprawdę czuła siebie 

Wiedziałaby ze to wielkie uczucie w niej ,

Tej bunt i ta chęć ucieczki 

Narodziły się znikąd

Bo w środku brakowało jej nadzieji i nie miala zupełnie pomysłu na to co będzie jutro 

Wiec aby zrobić cokolwiek 

Pokazać sprzeciw wobec tego co się stało w jej życiu 

Mocno zaciskała pieści 

Jakby zwarcie zewnętrzne mogło wpłynąć na to co już zaczynało topnieć w środku 

Skała lodu która wybiła dziurę aby przez nią mogła uciec

Topniała 

I nagle każdy kolejny dzień który ma teraz nastąpić był nieokreślony 

Siły nie miała wcale 

Wiec skąd brał się bunt 

Jak to się stało ze wybiegła ,uciekła

Jak ?

Zacisnęła pieści jeszcze raz 

Zwarła się w sobie jak żołnierz 

To był jej pierwszy krok w przyszłość 

Pierwszy krok do siebie 

Opierający się na sile z zaciskanych pieści 

Tylko na niej 

Albo aż na niej 

 

Miała pustkę w głowie 

Była kobieta 

Cała jej zlozonosc i piękno 

Wszystko to podniosła z podłogi i uciekła 

Nigdy więcej nie pozwoli na tyle miłości 

Nigdy więcej się nie zakocha 

W kawiarni zaczął się sączyć jazz z głośników 

I wyprostowała palce 

Wyswobodzilła jej z ułożenia w pięści 

Opuściła kącik

I zamówiła kawę 

Tak podnosi się kobieta 

Łapie się chwili i już stoi 

A wiatr zmian ją niesie